Jesteśmy.
Wszyscy. Razem. Jako zbiorowość fikcyjna. Każdy układa swoje życie jak chce.
Nieważne, że nierealne. Byle zazdrościli. Zdjęcia lepiej wyglądają na insta.
Ewentualnie z nałożonym filtrem jakiegoś darmowego programu. Nasi facebookowi znajomi
imprezują, podróżują, świetnie się ubierają i zawsze są fotogeniczni. Dziwne
tylko, że na oznaczonych zdjęciach urok pryska i wszyscy są nijacy.
Jesteśmy
smutni. Lubimy śmiać się z absurdalnych rzeczy (vide usunięte już Adolf był zły, ale dobrze się odżywiał,
czy też Sztuczne fiołki na facebooku).
Chętnie tworzymy depresyjne teksty i wypisujemy je Helveticą na pseudoartystycznych zdjęciach. Wszyscy cierpią z
miłości, ze złych życiowych decyzji, z (nie)utraconego dziewictwa i bycia
niezrozumianym. Świat jest pełen seryjnych samobójców.
Jesteśmy
piz*owatym pokoleniem. Nikt nie potrafi brać odpowiedzialności. To się rozmywa, bo indywidualni jesteśmy tylko na pokaz. W naszym o sobie mniemaniu. Nawet odmienność w stroju to mit, wszędzie ci sami chłopcy w rurkach i dziewczyny identycznie
anorektyczne. Ideały kobiecości. Wszyscy do niej dążą. Wróć. Nie do kobiecości.
Do dziewczęcości.
Naprawdę
jesteśmy wszyscy tacy sami. Robimy to samo, wyglądamy tak samo. Uczucia mamy
zbiorowe i takie też myśli. Nikt się nie buntuje. Wszyscy skrupulatnie
uzupełniają swoje kartoteki na granatowej efce. Orwell przewraca się w grobie.
Nie
ma czegoś „po środku”. Pełno skrajnej prawicy. Młodzi zafascynowani Korwinem.
Stop islamizacji Europy Wrocławia niepotrzebne skreślić. Siła masa biała rasa.
White power.
I
ci drudzy. Lewicowcy. Postępowcy. Niemający na kogo głosować, bo nie ma
prawdziwej lewicy. Aborcjonistki. Teraz szczęśliwe, łykają tabletki „po”
garściami.
I pewnie jeszcze obściskują się z partnerami (tej samej płci, a jakże) w wegańskich knajpach. Przynajmniej tak o nas mówią.
I pewnie jeszcze obściskują się z partnerami (tej samej płci, a jakże) w wegańskich knajpach. Przynajmniej tak o nas mówią.
Wciąż
wierzymy w perforowany świat. Dzielony na dwa. Dobrych i złych. Złych można
oderwać. Zlikwidować. Zgnieść. I szukamy sposobu walki. Bić się jest łatwiej,
niż myśleć.
Jesteśmy.
Już chyba nie wiemy, kim. Ważne, by być wśród hejtujących. Wciąż to samo. Coraz
więcej jadu.
I to w prostacki sposób. Po co dyskutować, skoro można się poobrzucać wyzwiskami. Wszystko się zaciera. Tożsamość. Takosamość.
I to w prostacki sposób. Po co dyskutować, skoro można się poobrzucać wyzwiskami. Wszystko się zaciera. Tożsamość. Takosamość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz