czwartek, 4 czerwca 2015

niepokolenie

Jesteśmy. Wszyscy. Razem. Jako zbiorowość fikcyjna. Każdy układa swoje życie jak chce. Nieważne, że nierealne. Byle zazdrościli. Zdjęcia lepiej wyglądają na insta. Ewentualnie z nałożonym filtrem jakiegoś darmowego programu. Nasi facebookowi znajomi imprezują, podróżują, świetnie się ubierają i zawsze są fotogeniczni. Dziwne tylko, że na oznaczonych zdjęciach urok pryska i wszyscy są nijacy.

Jesteśmy smutni. Lubimy śmiać się z absurdalnych rzeczy (vide usunięte już Adolf był zły, ale dobrze się odżywiał, czy też Sztuczne fiołki na facebooku). Chętnie tworzymy depresyjne teksty i wypisujemy je Helveticą na pseudoartystycznych zdjęciach. Wszyscy cierpią z miłości, ze złych życiowych decyzji, z (nie)utraconego dziewictwa i bycia niezrozumianym. Świat jest pełen seryjnych samobójców.

Jesteśmy piz*owatym pokoleniem. Nikt nie potrafi brać odpowiedzialności. To się rozmywa, bo indywidualni jesteśmy tylko na pokaz. W naszym o sobie mniemaniu. Nawet odmienność w stroju to mit, wszędzie ci sami chłopcy w rurkach i dziewczyny identycznie anorektyczne. Ideały kobiecości. Wszyscy do niej dążą. Wróć. Nie do kobiecości. Do dziewczęcości.

Naprawdę jesteśmy wszyscy tacy sami. Robimy to samo, wyglądamy tak samo. Uczucia mamy zbiorowe i takie też myśli. Nikt się nie buntuje. Wszyscy skrupulatnie uzupełniają swoje kartoteki na granatowej efce. Orwell przewraca się w grobie.

Nie ma czegoś „po środku”. Pełno skrajnej prawicy. Młodzi zafascynowani Korwinem. Stop islamizacji Europy Wrocławia niepotrzebne skreślić. Siła masa biała rasa. White power.

I ci drudzy. Lewicowcy. Postępowcy. Niemający na kogo głosować, bo nie ma prawdziwej lewicy. Aborcjonistki. Teraz szczęśliwe, łykają tabletki „po” garściami. 
I pewnie jeszcze obściskują się z partnerami (tej samej płci, a jakże) w wegańskich knajpach. Przynajmniej tak o nas mówią.

Wciąż wierzymy w perforowany świat. Dzielony na dwa. Dobrych i złych. Złych można oderwać. Zlikwidować. Zgnieść. I szukamy sposobu walki. Bić się jest łatwiej, niż myśleć.

Jesteśmy. Już chyba nie wiemy, kim. Ważne, by być wśród hejtujących. Wciąż to samo. Coraz więcej jadu.
I to w prostacki sposób.  Po co dyskutować, skoro można się poobrzucać wyzwiskami. Wszystko się zaciera. Tożsamość. Takosamość. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz