Idę przez
Plac Słowiański. Dostrzegam naprzeciwko matkę z dzieckiem i udaje mi się
usłyszeć kawałek rozmowy:
- Mamo…
dlaczego ta pani – i tu wskazuje palcem na mnie – ma czerwone włosy?
Momentalnie
dzieciak zaczyna płakać z przerażenia. Kobieta jest wyraźnie zmieszana i
próbuje uspokoić synka. A mnie w głowie zrodziła się myśl, która do teraz nie
daje mi spokoju.
Przypomnij
sobie - kim chciałeś zostać, gdy byłeś jeszcze dzieckiem? Nie. Zapomnij na tę
chwilę o ograniczeniu swojej odpowiedzi do nazwy zawodu, zawsze pozostaje
możliwość przekwalifikowania się.
Tak wiele do
tej pory przeżyłeś, odbyłeś wiele spokojnych rozmów i równie sporo kłótni.
Wciąż walczyłeś, raz o coś, raz przeciwko czemuś. Tyle razy zmieniłeś zdanie,
pomyliłeś się, ale i świętowałeś sukcesy. Tyle razy coś straciłeś, coś
zyskałeś, dążyłeś do czegoś i poddawałeś się. Najważniejsze, że kiedyś
postanowiłeś sobie osiągnąć cel, który nazwałeś po imieniu, i teraz każde Twoje
działanie nosi to samo imię, w każdym jest pragnienie realizacji.
Starożytni
mawiali, że wszystko płynie, ale nikt nie zwracał uwagi na kierunek ani zwrot
tego płynięcia. Stąd może warto spytać, czy masz swój stały kierunek? A nawet
jeśli – to czy przypadkiem nie obrałeś przeciwnego zwrotu?
I jeszcze jedno,
małe pytanie: czy dziecko, którym byłeś, polubiłoby dorosłego, którym się
stałeś?
dawna, (mała) ja zawiodłaby się chyba, bo myślałam, że w wieku, w którym obecnie jestem, mimo wszystko wypada być bardziej dojrzałym (itepe, itede, etcetera, ble ble ble…).
OdpowiedzUsuńi dodaję "chyba", bo nie wiem. mam wrażenie, że ciągle jestem tym samym człowiekiem. wiesz, że nie ma wyraźnej granicy między "ja dorosła" a "ja dziecko". to może dziwne, ale chyba wynika z tego, że zawsze uważali mnie za "nazbyt dorosłą jak na swój wiek".
i pod poprzednim postem podpisuję się rękami, nogami, oczami i uszami.
dobrze jest Cię przeczytać, Martyno. podtrzymujesz moją wiarę w obserwatorstwo i trafne spisywanie wyników obserwatorstwa.
nasze dziecięce marzenia były tak śmiesznie górnolotne. a ludzie chyba robią krzywdę, traktując innych za zbyt dorosłych lub wieczne dzieci. potem to wychodzi w samodzielnym życiu. a może i dobrze, w końcu to mała lekcja, by nie robić tego innym.
Usuńi dziękuję Ci.