Błądzę po swoich wszechświatach, zsuwa mi się z nadgarstka
zegarek, nie czuję tego. Brudzę ręce po łokcie, obdrapuję, obłażą mnie robaki.
Przerzucam z miejsca na miejsce graty. Śmieci, wszystko śmieci. A że ja? I ty?
Oczywiście, my też już odstawiliśmy siebie na półkę. Jesteśmy piosenkami na
playliście, które się zawsze omija, ale nigdy nie starcza odwagi, by usunąć je
na dobre. Jesteśmy planem na jakieś tam
jutro, bo może jeszcze kiedyś będziemy przydatni.
Nie potrafię wyjść cicho. Trzaskam tylnymi drzwiami i
uwierz, chciałabym za tymi drzwiami znaleźć przepaść, ale jednak za nimi stoją
tylko wilki. Moje prywatne wilki. Nie zdejmuję już płaszcza. Waham się nad
ostatnim guzikiem. Dusi mnie, ale luźno pozostawiony czyni mnie nagą.
Chciałabym wyszeptać ojczenaszktóryjesteśwniebie,
ale czemu mam drzeć się do kogoś, kto zamknął się w tym swoim zadufanym (nie?)istnieniu?
Nie wiem, czy wierzę w ciebie, ale jestem pewna, że nie wierzę tobie.
Zrastam się ze ścianami. Zamykam oczy i boję się, że z tym zamknięciem przestanę istnieć, ale przecież świat pozostanie. Ktoś postawił na mnie kreskę w rubryce "diagnoza". Ja tylko dorobiłam bohomazy dookoła.
Nie wierzę w perforowany świat. Może to pobożne życzenia,
ale nie sądzę, by istniały granice pozwalające klasyfikować nam jednych do
kategorii dobrych, a innych do złych. Bo przecież, względem czego? Poza
systemami dobro, zło, i wszystkie elementy wartościujące, nie istnieją. Byłoby
dobrze, gdybym to ja miała rację, ale nic nie uprawnia mnie do negowania zdania
mojego rozmówcy. Nie jest wiadome, jak zbudowana jest jego wiedza o świecie,
jakie ma doświadczenia. Wiemy tylko to, co wiemy – choć brzmi to banalnie – i
tylko to jest naszą prawdą. Nie istnieje nic obiektywnego.
I nigdy nie rezygnuj ze swoich marzeń. Co prawda, alfabet kończy się na Z,
ale kto nam zabroni numerować swoje pomysły? Geniusz matematyki tkwi w jej
nieskończoności.
Już rozumiem. Trzeba całego życia, żeby nauczyć się żyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz