piątek, 8 maja 2015

tyle w plecy, plecy w tyle

Produkują się. Dukają wierszyki. Tańczą. Jakaś dziewczynka gra na gitarze. Chwytają się za ręce, tworzą półkole i śpiewają cieniutkimi głosami. Rodzice na widowni trzymają w górze telefony, aparaty. Ostrość jest? Trzeba zbliżyć na Hanię… Ups, nie nagrywa się. Tyle w plecy.

Tyle w plecy.

Patrzymy na życie z punktu obserwatora. Rzadko stajemy się uczestnikami. Gdyby tak na chwilę wychylić się zza wizjera, zobaczyć więcej. Może okazałoby się, że nasze życie jest równie ciekawe, jak tych innych, których oskarżamy o bycie szczęściarzami wobec losu.
Warto czasem spojrzeć przez pryzmat (kogo? czego? wstaw dowolne). W końcu zmiana perspektyw niesie zmianę postaw. Patrzenie przez pryzmat ma to do siebie, że najpierw jest tylko monochromatyczne światło, ale potem widzisz całą tęczę.
Bywamy w jakiś miejscach. Bywamy, jesteśmy, ale nie trwamy. Nie przywykliśmy kontemplować chwili, bo przecież „kiedyś tu wrócę”. Rzucamy te nieszczęsne monety do fontann, ku pomyślności, ale też z nadzieją powrotu. I choćbyśmy znali przestrzeń do obrzydzenia, wciąż jej nie widzimy.
Łatwiej jest przeżyć życie, gdy w każdej minucie myśli się, co będzie za kolejną. Jutro przecież nie istnieje. Przyszłość nie istnieje. Żyjesz w tej właśnie chwili i tylko ona jest czymś, na co masz wpływ. Mówi się o tym od tak dawna, lecz wciąż ludzie wolą zabijać czas, jakby swoje życie odkładali na bliżej nieokreślone jutro.

Dzieci kłaniają się. Schodzą ze sceny. Zewsząd słychać oklaski dumnych rodziców. Pociechy przytulają się, wręczają laurki. Hania też.
- I jak, mamusiu, podobało ci się?
Uśmiech. Taki głupawy. I wstyd. Bo przecież cały występ zleciał na gapieniu się w ekran aparatu.

Tyle w plecy…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz