czwartek, 7 maja 2015

komunikacja w komunikacji (miejskiej)

Sadowią się na przeciwległych miejscach w autobusie. Kładą reklamówki na podłodze i wodzą oczami to na boki, to po suficie, to zaś oglądają, niby przypadkiem, swoje dłonie. Wreszcie odzywa się jedna:
- A wiedzą panie, ja z zakupów wracam. Dziś gołąbki na obiad. Bo mąż lubi gołąbki, to trzeba robić.
- A tam… - odpowiada ta z naprzeciwka. – Ja mojemu dziś tylko parówki.
- Pewnie, pewnie. Z gołąbkami za dużo roboty – wtóruje jej sąsiadka.
- Absolutnie! Odkąd obejrzałam program w telewizji, już od dziewięciu lat parówek nie jem. Prawdziwa parówka powinna kosztować od 20 do 40 złotych. Mówią, że same świństwa. Nawet profesor z kliniki się wypowiadał...
I tu zaczyna się wywód o składzie procentowym parówek, a ja wciąż zastanawiam się nad bezsensem jej komunikacji. Sugeruje, że wszystkie inne parówki to parówki nieprawdziwe, co jest kompletną głupotą. Opowiada znów o szkodliwości względem zdrowia i ciekawi mnie, że używa w rozmowie tylko faktów, które gdzieś usłyszała, tak więc operuje półprawdą, zasłyszaną od kogoś. Czyli powiela czyjś sposób myślenia i w konsekwencji nie jest swoim tworem, a zlepkiem czyiś opinii i cudzej wiedzy o świecie.
Jak więc możemy samostanowić o sobie, jeśli swoją rzeczywistość budujemy z kradzionych cegieł?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz